Strona główna » Na bieżąco » Aktualności / wydarzenia » Archiwum » 2005 » Marzec
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Aktualności / wydarzenia

Tomasz Gudzowaty - FOTOGRAFIA

Informujemy, że w dniach od 5. do 28. kwietnia br. w Galerii Rynek 6 Miejskiego Ośrodka Kultury w Jarosławiu odbędzie się wystawa fotograficzna Tomasza Gudzowatego pn."Paradise Crossing".

Wydział Kultury, Turystyki i Promocji Urzędu Miasta Jarosławia, Yours Gallery oraz Komisarz Galerii Rynek 6 - p. Eżbieta Piekarska - zapraszają na wystawę fotografii.

Tomasz Gudzowaty

Urodzony w Warszawie, w 1971 roku. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Polskiej Agencji Prasowej, Association Internationale de la Presse Sportive (AIPS) i Klubu Dziennikarzy Sportowych. Reprezentowany przez agencje Focus i Yours Photography.

Laureat wielu prestiżowych nagród i wyróżnień, m.in.:

· Konkurs Polskiej Fotografii Prasowej 1999
II nagroda w kategorii "Świat w którym żyjemy"

· World Press Photo 1999
I nagroda w kategorii "Nature and Environment"

· World Press Photo 2000
II nagroda w kategorii "Nature and Environment"

· Konkurs Polskiej Fotografii Prasowej 2000
I, II oraz III nagroda w kategorii "Świat w którym żyjemy"

· Konkurs Polskiej Fotografii Prasowej 2001
II nagroda w kategorii "Sport" - za zdjęcie pojedyncze

· Konkurs Polskiej Fotografii Prasowej 2001
II nagroda w kategorii "Sport" - za reportaż

· World Press Photo 2003
I nagroda w kategorii "Sports - singles"

· World Press Photo 2003
II nagroda w kategorii "Sports - stories"

· Konkurs Polskiej Fotografii Prasowej 2003
III nagroda w kategorii "Świat w którym żyjemy"

· Nagroda Klubu Dziennikarzy Sportowych za zasługi dla polskiego sportu

· POYi (Pictures of the Year International) 2005
nagroda Award of Excellence w kategorii "Magazine Division / Feature Picture Story".

Tomasz Gudzowaty: wstęp do albumu Paradise crossing

Tuż po deszczu bezkresna równina Serengeti przedstawia widok, przy którym znana od dzieciństwa wizja raju jako owocowego sadu wydaje się ciasna i naiwna. Dzięki obfitości wody i pożywienia przyroda może objawić się w całym majestacie. Nie jest czymś niezwykłym uchwycenie w jednym kadrze zrelaksowanych lwów i obojętnych na ich obecność gazel, z pasącymi się żyrafami w tle. Ze względu na występującą tutaj różnorodność zwierząt, ktoś nazwał Serengeti prywatnym zoo Pana Boga. A może magia tego miejsca pochodzi z jeszcze innego źródła? Może budzi się w nas nostalgiczne wspomnienie rodzinnych stron? W pobliskim wąwozie Olduvai od kilkudziesięciu lat archeolodzy wydobywają najstarsze dowody ewolucji rozumnych istot. Jak twierdzą paleogenetycy, tutaj żyła para, której potomkowie niecałe sto tysięcy lat temu opuścili Afrykę, aby dać początek całej dzisiejszej ludzkości.

W trwającej od grudnia do czerwca porze deszczowej płaskowyż wokół wulkanicznego krateru Ngorongoro pokrywa się bujną wegetacją, a wraz z nią - stadami roślinożerców i drapieżników. Są wśród nich przedstawiciele całej Wielkiej Piątki: lew, lampart, słoń, nosorożec i bawół. Największe wrażenie robią jednak antylopy gnu. Z nieznanych nam powodów jest ich o wiele więcej niż innych kopytnych: zebr czy gazel. Cieląt rodzi się tyle, że lwy i hieny nie nadążają z ograniczaniem ich liczby. Gigantyczne stado urasta do prawie półtora miliona sztuk.

Według afrykańskiej legendy, Bóg uczynił gnu z części pozostałych po ukończeniu dzieła stworzenia: korpusu konia, głowy muła, rogów bawołu i brody kozła. Podczas biegu każda z tych części wydaje się poruszać niezależnie, a ogon podrywa się w górę jak antena, stąd też cwałujące po sawannie gnu mogą wzbudzić wesołość. Ale stado takich śmiesznych zwierząt potrafi być nieobliczalnym i groźnym żywiołem. Wiedzą coś o tym wszyscy, którzy oglądali "Króla Lwa".

Po ostatnich majowych ulewach równina szybko zmienia się w suchą, nieprzyjazną półpustynię. Jedynym ratunkiem jest migracja. W ślad za uciekającym deszczem rzeka zwierząt wylewa się na zachód w kierunku Jeziora Wiktorii, a następnie na północ, ku rezerwatowi Masai Mara w Kenii, gdzie ściana uskoku tektonicznego zatrzymuje ostatni deszcz. Popas nie trwa zbyt długo. Wkrótce trzeba ruszyć w drogę powrotną, aby zdążyć na początek nowego sezonu w Raju.

Odwieczny cykl migracji nigdy nie przebiega całkiem jednakowo, zależąc od liczebności stad i kierunku fali opadów. Kiedy na początku XX wieku przywleczona z Europy zaraza bydlęca zdziesiątkowała stada gnu do kilkudziesięciu tysięcy sztuk, trasa pochodu na długo ograniczyła się do kierunku wschód-zachód. Dopiero w drugiej połowie stulecia, po wzroście populacji do ponad miliona, gnu przypomniały sobie stary szlak na północ.

Po drodze zwierzęta muszą pokonać wpław największą przeszkodę: rzekę Mara. Stada wygłodzonych krokodyli czyhają na pewną zdobycz. Antylopy zdają się o tym wiedzieć. Starają się znaleźć te same miejsca, w których przeprawa powiodła się rok wcześniej, ale nie zawsze jest to możliwe. Gnu ociągają się z wejściem do wody, jednakże nic nie może zatrzymać marszu. Migracja ocala gatunek nie tylko przed suszą, ale i przed drapieżnikami, z których żaden nie jest w stanie dotrzymać kroku podążającym wciąż przed siebie zwierzętom. Jeśli coś może zagrozić przyszłości gnu, to tylko najwytrwalszy z drapieżników - człowiek.

Nie wiemy, czym kierują się gnu podczas wędrówki. Stado nie ma przywódcy, przypominając nie społeczność ale tłum, w który bez przeszkód mogą się wmieszać zebry i gazele. W przeciwieństwie do słoni lub lwów, gnu troszczą się tylko o własne cielęta i nie łączą się w zorganizowane związki ze stałymi przywódcami na czele. Jak zresztą wyobrazić sobie wodza tej olbrzymiej armii? Antylopy potrafią wyczuć deszcz z odległości pięćdziesięciu kilometrów. W pewnej chwili jedna z nich rusza w nowym kierunku, a za nią podąża setka, tysiąc, wreszcie dziesiątki tysięcy. Niebezpieczeństwa drogi sprawiają, że przez kilka miesięcy takich liderów będzie wielu. Wiadomo, że starsze zwierzęta mniej więcej znają trasę, to jednak nie tłumaczy wszystkiego. Serengeti wciąż kryje przed nami wiele tajemnic.

Szczerze mówiąc, nie jestem do końca pewien nawet tego, co skłoniło mnie do podążania długim szlakiem migracji gnu. Oczywiście - pasja fotografa i podróżnika, ale także jakieś podświadome motywy. Próba odnalezienia dawno utraconego rajskiego ogrodu? Gnu w pewnym sensie nigdy go nie opuściły, a zarazem nigdy w nim nie pozostają, powtarzając bez końca cykl wędrówki. Czy sens ukrywa się w drodze, a nie w celu? Nie chciałbym przesadzić w alegorycznych wyjaśnieniach, tym bardziej, że te fotografie mogą kogoś pobudzić do zupełnie innych niż moje (i może ciekawszych) refleksji. W końcu każdy z nas ma swoje własne wspomnienie Raju.

Wydział Kultury, Turystyki i Promocji Miasta
(30.03.2005 | aktualizacja 29.11.2007 13:00)
Archiwum
Styczeń 2020
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12