Strona główna » Nasze wydawnictwa » styczeń, nr 1 (109) / 2002 » Różne

Nasze wydawnictwa

styczeń, nr 1 (109) / 2002

Strona 9
Ciekawostki z życia cechowego w dawnym Jarosławiu (dokończenie)


Oprócz dużej władzy, stojący na czele cechów "cechmistrze" mieli również liczne obowiązki. Do nich należało zwoływanie zebrań, kontrola nad zgromadzeniami czeladników, "wyzwoliny" uczniów, przechowywanie broni cechowej, reprezentacja oraz opieka nad członkami cechu i ich rodzinami. Krępujące niekiedy swobody osobiste, bardzo surowe i rygorystycznie przestrzegane przepisy cechowe, zapewniały też "braci" opiekę i obronę ich interesów. Świadczą o tym chociażby dwa zapisy zawarte w ustawie dla jarosławskich garncarzy z 1615 r.: "Gdzieby małżonka została z dziatkami po śmierci męża swego, tedy cech jej sieroctwem i dziatek jej opiekować się ma, i rzemiosło do śmierci jeśliby za inszego nie szła wolno jej będzie robić. Któraby bez dziatek została, tedy jej tylko do roku i sześciu niedziel wolno będzie rzemiosło robić". Drugi z zapisów dotyczył walki z konkurencją poprzez zastrzeżenie sobie wyłączności produkcji i handlu na terenie Jarosławia: "Z innych miast i mistrzom tu do miasta i na przedmieścia nie będzie wolno pieców wozić, ani ich robić, któryby takowy ważył się tego wolno będzie tem to mistrzom z wiadomością radziecz, przy widzie ich takową robotę zabrać". Gdyby zaś obcy rzemieślnik chciał sprzedawać w Jarosławiu swoje wyroby, jak na przykład "malowane naczynie szynkowe, jako misy, kufliki, nalewki, pękaliki" mógł to czynić tylko w dni jarmarków "uprzywilejowanych, jako na Panny Mariey w Niebowzięcie, na św. Jędrzej i na środopoście".
Wszelkie spory i nieporozumienia rozpatrywane były przez sądy cechowe, a zdarzające się odwołania od ich wyroków do sądów miejskich nie były mile widziane. "Mistrzowie takowego rzemiosła mają się w cechu spólnie karać, jeśliby co karania godne było, tak między mistrzami jako i towarzyszami, a nie gdzie ińdzie. Którzy wszyscy spólnie w cechu każdemu bratowi sprawiedliwość uczynić powinni będą". Kary w zależności od winy były różne. Młodszym wymierzano zwykle chłostę, starsi musieli składać daninę w naturze. Dla nieposłusznego brata cechowego oraz dla mistrza lub towarzysza, któryby nie przyszedł na "żałomszę" i na pogrzeb członka cechu, ustawa dla jarosławskich garncarzy przewidywała karę w postaci obowiązku ofiarowania na rzecz cechu jednego funta wosku. "Kiedyby takowy swawolny między czeladzią się znalazł, żeby mistrza albo mistrzową słowy obelżywy albo ręką naruszył, takową winę półkamienia wosku do cechu zapłaci. Każdy mistrz któryby rok żeł bez małżonki własnej będzie winien dać cechowi za winę niedopuszczenia, jeden achtel piwa". Dawne akta Jarosławia zawierają wiele wyroków ówczesnej sprawiedliwości cechowej. Oto kilka ciekawszych: Ślusarze, Sebastian Bernacki i Stanisław Lenartowicz ukarani zostali grzywną "na amunicję" za nieodpowiednie zachowanie się w cechu. Starsi cechowi musieli "odsiedzieć więzienie ratuszowe do zachodu słońca" za brak nadzoru nad wypiekiem chleba, wskutek czego piekarze wypiekli chleb za mały, który sprzedawali po cztery, zamiast po trzy grosze. Za lżenie i "konfundowanie" mistrza przy "otwartym skarbie" i w obecności młodszych braci, Paweł Świetlikiewicz z cechu szewskiego skazany został na przeproszenie całego cechu, zapłacenie 14 grzywien i odsiedzenie więzienia ratuszowego przez trzy dni. Stosowna kara nie ominęła zapewne też kilku członków cechu ślusarskiego, którzy w sposób skandaliczny wyskrobali niewygodny dla siebie punkt w aktach, wpisując tam inny. Bardzo ciekawy przykład odwołania się do sądu miejskiego zawierają akta z 179 r.
Otóż wdowa Mitkiewiczowa, tkaczka, wydała córkę za mąż za kata miejskiego, tak zwanego "Mistrza". Oburzeni tym starsi cechu, wyrokiem sądu cechowego zakazali jej wykonywania rzemiosła uważając, że czynem tym pohańbiła cech. Mitkiewiczowa odwołała się do władz miejskich które orzekły, że "według świętego Pawła Mistrz jest sługą Bożym i urząd jego jest potrzebny". Wobec tego cech nie ma prawa jej "wdowie i sierocie z dziećmi po mężu tkaczu pozostałej" zakazywać wykonania zawodu, "a ktoby jej szkodził poniesie karę grzywien i więzienia ratuszowego". Bardzo surowa kara spotkała Bartłomieja Sowę za niedopilnowanie umierającej matki czego dopuścił się w sobotę po św. Piotrze w 1635 r. Starym zwyczajem, konającą położono w sieni na podłodze. Synowa poszła do kościoła, a syn z kolegą po fachu Mateuszem Gazdą grał w kręgle na podcieniu, popijając piwo. Gazda pocieszał frasującego się o pogrzeb matki Bartłomieja mówiąc mu, że jako należący do cechu może liczyć na to iż bracia cechowi zaniosą matkę jego do grobu "jako i drugich noszą i ja sam pomogę". W tym czasie świnia chodząca luzem po podwórzu weszła do sieni i pogryzła leżącej twarz. Powróciwszy z kościoła, kowalowa krzykiem zwabiła przygodnych ludzi, którzy na ten widok wezbrali oburzeniem. Kowala skazano na czterotygodniowe "więzienie ciemne pod bramą", w każde święto i niedzielę miał zaś stać "w kunie za szyję przy kościele farnym przez Wielką Mszę". Po odbyciu tych kar, musiał jeszcze opuścić miasto na okres sześciu miesięcy.
  9.1.jpg
Na zdjęciu: skrzynia cechowa jarosławskich rzeźników w stanie otwartym (ze zbiorów Muzeum w Jarosławiu) Fot. Henryk Górecki.


Dzięki mądrej organizacji opartej na ogólnopolskim, a nawet europejskim schemacie, długotrwałej i starannej edukacji kandydatów na rzemieślników oraz surowym wymaganiom moralnym, dawne rzemiosło stało na bardzo wysokim poziomie. Świadczą o tym zachowane do naszych czasów pochodzące sprzed stuleci piękne wyroby rzemieślnicze, jak chociażby te eksponowane w jarosławskim Muzeum. Chlubne zaś tradycje jarosławskiego rzemiosła, starają się podtrzymywać spółdzielnie i związki zrzeszające współczesnych rzemieślników, a wśród nich Cech Rzemiosł Różnych, który jak sama nazwa wskazuje, nie ogranicza się jak dawne cechy do opieki nad jedną tylko branżą.

Z opracowania mgr Janiny Olszewskiej
"Cechy w dawnym Jarosławiu" wybrał i przygotował
Zbigniew ZIĘBA