Strona główna » Nasze wydawnictwa » Listopad, nr 11 (193) / 2008 » Pamięć o zasłużonych
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Nasze wydawnictwa

Listopad, nr 11 (193) / 2008

Jeszcze o boju pod Szyszkowem Jarosławski Kwartalnik AK nr 30 rok 1997 cz.1

29 czerwca br. minęły 53 lata od boju stoczonego przez Oddział Partyzancki „Prokop” pod wsią Szyszków i bohaterskiej śmierci siedmiu jego żołnierzy z ich dowódcą kpt. Ernestem Wodeckim ps. ,,Szpak” w Kuryłówce-Tarnawcu, w gospodarstwie Kalówka. Po mszy św., odprawionej w miejscowym kościele i uroczystościach przy grobie słynnego partyzanta Leżajszczyzny Józefa Zadziarskiego „Wołyniaka”, również żołnierza ,,Prokopa”, spotkali się w pobliskim lesie, na tzw. „Górkach”, miejscu obozowania Oddziału w czerwcu 1944 r., jego dawni żołnierze. Odżyły wspomnienia sprzed ponad pół wieku. Pod ich wpływem, a przede wszystkim z inspiracji żołnierza o wielkich dla Oddziału zasługach bojowych, ówczesnego sierżanta, a obecnie podporucznika w st. spocz. Karola Urbana ps. „Nietoperz” i ,,Lira”, zdecydowałem się na napisanie tego wspomnienia. Chciałbym w ten sposób, na pewno bardzo skromny, oddać hołd pamięci tych wszystkich partyzantów O.P. ,,Prokop”, w składzie którego znalazła się również część plutonu dywersyjnego Komendy Obwodu AK Jarosław, którzy w różnych okolicznościach, w czasie wojny i po jej zakończeniu, oddali swoje życie i cierpieli w obozach, łagrach i więzieniach za Wolną i Niepodległą Polskę. Chciałbym również przyczynić się w jakimś stopniu do uzupełnienia wiedzy historycznej o walce pod Szyszkowem i sprostowania różnych nieścisłości wokół tego boju , (jakkolwiek mam świadomość tego, że i ja mogę się tu mylić), a nade wszystko zaprotestować przeciwko bolesnym, niesłusznym pomówieniom, jakie dotknęły bohaterskiego oficera 3 ppleg. w Jarosławiu, uczestnika walk o twierdzę Modlin w 1939 r., d-cę plutonu dywersyjnego w Obwodzie Jarosław i oficera O.P. ,,Prokop” - por./kpt. Władysława Kobę ps. „Rak”, straconego 31.01.1949 r. w więzieniu na Zamku w Rzeszowie z wyroku komunistycznego sądu wojskowego . We środę, 27 czerwca 1944 r., w przeddzień boju pod Szyszkowem, spadł po południu rzęsisty deszcz i przerwał prowadzone przez por. Kobę zajęcia teoretyczne na temat walki ogniowej. Wtedy też zjawili się w obozie „sąsiedzi”: sowiecki pułkownik gwardii (z odznaką gwardyjską wpiętą w klapę cywilnej, czarnej marynarki) i jego „politruk” - młody, niski i szczupły, również ubrany po cywilnemu, tytułowany majorem (zostali przyjęci w szałasie ,,Raka” i tam ugoszczeni wódką). W przeciwieństwie do poprzedniego popołudnia, 28 czerwca (czwartek), który okazał się być ostatnim ,,spokojnym” w 30-dniowej historii O.P. „Prokop”1, wstał bardzo pogodny i umożliwił normalny tok zajęć wojskowych w obozie . Po południu, około godz. zob. Mieczysław Kucab ps. „Gołąb”, „Lud”: „W partyzanckim oddziale Prokop” w: Okruchy wspomnień z lat walki i martyrologii AK, Kraków nr 10 z 1994 r., s. 32-47 ibidem, s. 40 z wyjaśnień ppor. rez. Józefa Puchały ps. „Lis”, oficera O. P. „Prokop”, złożonych przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie na sesji wyjazdowej w Rzeszowie w dniu 18.10.1944 r. (sygn. akt 4/44, k. 14v) wynika, że w tym samym kompleksie leśnym, co i „Prokop” obozowały trzy sowieckie grupy partyzanckie: 1) pochodzący ze zrzutu oddział lejtn. Borysjana, w sile 78 ludzi, przeznaczony do minowania szlaków kolejowych, 2) oddział Szaudina (około 25 ludzi), 3) oddział Jakowlewa (około 15 ludzi); według „Lisa”, w ramach nawiąza- 17-tej, w czasie chwilowej przerwy w zajęciach, zupełnie niespodziewanie, od północno-wschodniej krawędzi lasu, dobiegły odgłosy serii wystrzałów z broni automatycznej. Wywołało to zrozumiałe w obozie podniecenie. Po około 10 minutach, w obozie, na tzw. ,,Górkach”, pojawił się trójwzględnie czteroosobowy patrol sowiecki. Byli uzbrojeni w ,,pepesze”, mieli sowieckie mundury wojskowe, na głowach furażerki, na nogach juchtowe, wysokie buty (tzw. ,,sapagi”). Jeden z nich miał wetkniętą w mundur, wystającą nad głowę i mającą go maskować gałązkę z drzewa liściastego. Byli podnieceni i informowali, że starli się na skraju lasu z patrolem nieprzyjacielskim. Dowództwo nasze zareagowało natychmiast i zarządziło odprawę kadry oficerskiej. Zapadła na niej decyzja niezwłocznego wymarszu Oddziału na północ, w Lasy Janowskie i połączenia się tam z oddziałem partyzanckim „Ojca Jana” (mjr Franciszek Przysiężniak). Rozpoczęła się więc likwidacja obozu, ale niektóre szałasy (na pewno por. Koby, w którym kwaterowali także pełniący obowiązki lekarza sierż. pchor. sł. st. Kazimierz Welc ps. ,,Jeż” oraz oficer broni kpr. pchor. Józef Blajer ,,Bej”) nie zostały rozebrane i przy zapadającym mroku zaczęli się w nich chronić jacyś ludzie, prawdopodobnie z pobliskiej wsi.
Ok. godz. 21-szej Oddział był gotowy do wymarszu. Stanęliśmy w dwuszeregu na placu apelowym i wówczas przemówił nasz kapelan ks. ,,Góral”. Padły z jego ust niezapomniane, mocne słowa, że skoro idziemy w nieznane i być może przyjdzie stoczyć bój, w którym i śmierć zdarzyć się może, to on jako kapelan odpowiedzialny za to aby na wypadek śmierci żołnierz polski stanął przed Bogiem z czystym sercem, udziela nam wszystkim zbiorowo odpuszczenia grzechów.

Bogusław Nizieński ps. „Sokół”
Numery archiwalne
Listopad 2019
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30