Strona główna » Nasze wydawnictwa » Wrzesień, nr 9 (191) / 2008 » Jarosław
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Nasze wydawnictwa

Wrzesień, nr 9 (191) / 2008

W setną rocznicę Wystawy Przemysłowej i Rolniczej w Jarosławiu

W 1908 roku Jarosław był widownią doniosłego wydarzenia gospodarczego, a zarazem kulturalnego i towarzyskiego.

 

Przez miesiąc, od 29 sierpnia do 29 września na terenie parku miejskiego przy ulicy Kraszewskiego i przyległej do niego targowicy trwała wystawa okręgowa prezentująca wyroby i urządzenia przemysłowe, rolnicze, rzemieślnicze oraz naturalne okazy flory i fauny. Towarzyszyły jej przedstawienia teatralne, pokazy filmowe, występy orkiestr wojskowych, gry i zabawy dla dorosłych i dzieci.

Wystawcy pochodzili głównie z Galicji i krajów austro-węgierskich. Byli także Polacy ze Śląska, Poznańskiego (firma Cegielskiego) i Kongresówki.

Dział przemysłowy zgromadził 240 wystawców podzielonych na 18 grup tematycznych aż z 76 miejscowości, a rolniczy 56 podmiotów gospodarczych. Dla celów ekspozycyjnych, wzorem wystaw światowych i krajowych zbudowano kilkanaście pawilonów wystawowych. Tereny wystawowe zwiedziło ponad 40 tysięcy osób.

Wystawa była wielkim sukcesem organizacyjnym, finansowym i propagandowym - najbardziej spektakularnym wydarzeniem dla Jarosławia w okresie jego przynależności do Austro- Węgier. W zasadzie od czasów sławnych jarosławskich jarmarków, aż do dzisiaj nie odbyła się w Jarosławiu impreza o takiej randze i budżecie, urządzona z takim rozmachem i z udziałem tak znamienitych gości.

Odbiła się ona szerokim echem na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej i oceniono ją jako jedną z największych i najlepiej zorganizowanych wystaw okręgowych dorównującej wystawom krajowym.

Wystawy czasowe - w myśl austriackiego ustawodawstwa - służyły prezentacji i promocji osiągnięć krajowych lub okręgowych w dziedzinie przemysłu, rolnictwa i kultury. Mogły korzystać z subwencji państwowej po zasięgnięciu opinii Izby Handlowo- Przemysłowej i przy poparciu gminy miejskiej oraz władz krajowych. Wystawy były zawsze płaszczyzną rywalizacji, ale również terenem spotkań i dyskusji. W dobie zaborów stanowiły dodatkowo demonstrację rodzimych możliwości organizacyjnych, technicznych, ekonomicznych i cywilizacyjnych. Miały wydźwięk narodowy i patriotyczny, zaznaczony wyraźnie w przesłaniu jarosławskiej wystawy „Wspierajmy przemysł ojczysty". Ten przewodni motyw umieszczono na plakatach, medalach i dyplomach.

 

Pomysłodawcą wystawy był Stanisław Gurgul - znany jarosławski przedsiębiorca, właściciel parowej fabryki biszkoptów, pierników i cukrów, działacz Ligi Pomocy Przemysłowej i Sokoła.

 

Nie po raz pierwszy okazuje się, że u podstaw wielkich akcji i przedsięwzięć leży działalność, pasja i oddanie jednego człowieka. Gurgul uzyskał poparcie galicyjskich kół przemysłowych oraz jarosławskich władz miejskich i powiatowych, a ponadto okolicznego ziemiaństwa i gminnych samorządów. Ta niecodzienna solidarność i współdziałanie ponad partykularnymi interesami sprawiły, że w Jarosławiu udało się zorganizować tak wielkie przedsięwzięcie.

 

Jarosław miał odpowiedni potencjacł gospodarczy i infrastrukturę techniczną

 

Trzeba dodać, że ówczesny Jarosław miał odpowiedni potencjał gospodarczy i infrastrukturę techniczną umożliwiającą organizację tak dużej i skomplikowanej imprezy. Liczył 25 tysięcy mieszkańców i należał do najbogatszych miast Galicji. Centralnie położony, przy linii kolejowej i drogowej Kraków - Lwów posiadał sieć wybrukowanych ulic, kanalizację i wielkomiejską zabudowę mieszkalną. Działała miejska gazownia i rzeźnia, szpital powiatowy i wojskowy, telefon i telegraf. Było kilkanaście hoteli, kilkadziesiąt restauracji, gospód i kawiarni, wiele zakładów usługowych i sklepów.

Te atuty przywoływał w swoich rozmowach Gurgul dodając, że Jarosław ma duże tradycje handlowe i rozwinięte rolnictwo, zwłaszcza w dobrach magnackich.

W 1907 r. rozpoczęto prace przygotowawcze, na razie bez ustalenia konkretnej daty, ponieważ gospodarzem wystawy w 1908 r. miała być Żółkiew. W lutym 1908 roku okazało się, że Żółkiew nie sprosta temu zadaniu i wtedy Liga Pomocy Przemysłowej wyznaczyła Jarosław. Do otwarcia wystawy pozostało tylko siedem miesięcy. W celu uproszczenia procedur decyzyjnych wybrano ścisłe kierownictwo wystawy. Dyrektorem mianowano Gurgula, sekretarzem komitetu rolniczego Józefa Dąbrowskiego, a komitetu przemysłowego Samuela Kornmana. Prezesem wystawy został Witold Czartoryski z Pełkiń, a wiceprezesami- burmistrz Adolf Dietzius i Jerzy Turnau z Mikulic koło Przeworska, wiceprezes łańcucko-jarosławskiego oddziału Towarzystwa Gospodarczego. Na protektorów wystawy poproszono Marię i Jerzego Czartoryskich z Wiązownicy, Andrzeja Lubomirskiego z Przeworska i Stanisława Siemieńskiego- Lewickiego z Pawłosiowa.

Na początku komitet wystawy starał się o subwencję, najpierw na miejscu w Jarosławiu, a potem we Lwowie i Wiedniu. Posiłkował się przy tym wsparciem protektorów wystawy i posłów. Jednocześnie prowadził zakrojoną na szeroką skalę akcję promocyjną i reklamową za pomocą plakatów, komunikatów i ogłoszeń w prasie oraz zaproszeń. Najwyższa subwencja pochodziła z cesarsko-królewskiego Ministerstwa Robót Publicznych we Wiedniu i wynosiła 6.000 koron, Wydział Krajowy we Lwowie ofiarował 4.000 koron, gmina miejska Jarosław 2.000 koron, Komunalna Kasa Oszczędności w Jarosławiu 1.000 koron, Izba Handlowa we Lwowie 1.000 koron, browar okocimski Jana Götza 1.000 koron, browar krasiczyński 500 koron, Liga Pomocy Przemysłowej 2000 koron. Razem subwencje zamknęły się w kwocie 15.700 koron.

Rozpisano konkurs na ozdobny trójbarwny plakat wystawowy. Napłynęło 25 prac, które eksponowano w Sali Rady Miejskiej. Zwycięski afisz, przechowywany obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie, zaprojektował Franciszek Zajchrowski - student Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Ten piękny młodopolski plakat przedstawia w sposób symboliczny wytwórczość przemysłową i pracę na roli. Na tle fabrycznych kominów piętrzy się kamienny głaz z wykutym przez młodego robotnika hasłem wystawy: „Wspierajmy przemysł ojczysty". Poniżej znajduje się pług, kosa i snop zboża. Plakat wysłano do wszystkich miast galicyjskich i rozwieszono na dworcach kolejowych.

W czerwcu rozpoczęto budowę pawilonów wystawowych. Było ich aż 29, o różnej wielkości i randze, niektóre imponujące, inne skromne; wszystkie drewniane, wzniesione kosztem komitetu wystawowego i prywatnych inwestorów. Projekt rozplanowania terenów wystawowych i drukowany plan wystawy sporządził Kornman, a rozmieszczeniem eksponowanych urządzeń i przedmiotów zajmował się inż. Bolesław Bronikowski.

Komitet wystawy finansował budowę pawilonu przemysłowego (1.200 m²), który zaprojektował miejscowy architekt inż. Mieczysław Dobrzański, pawilon rolniczy był dziełem Zygmunta Fedorskiego ze Lwowa. Kornman zaprojektował bramę ozdobną, pawilon teatralny (600 m² na 600 osób), muzyczny i pawilonik dyrekcji wystawy. Pozostałe budynki wzniesiono sumptem wystawców: Jerzego Czartoryskiego, Janusza i Natalii Tyszkiewiczów i Andrzeja Lubomirskiego. Swój pawilon, autorstwa Kornmana, miał Gurgul i wystawcy jarosławscy: drukarz Salomon Baumgarten, fotograf Henryk Probstein, Towarzystwo Szkoły Ludowej, fabryka pończoch Aleksandra Landaua, browar w Koniaczowie itd.

Pawilony wybudowała firma Schneebauma i Klausnera z własnych materiałów. Po odbiorze wykonawca otrzymał 70% należnej sumy, pozostała jej część stanowiła zabezpieczenie na wypadek awarii i usterek. Tereny wystawowe i pawilony posiadały światło elektryczne wykonane przez firmę Stanisława Żmigrodzkiego z Krakowa. W tym czasie Jarosław miał oświetlenie gazowe, a nowoczesna elektrownia została oddana do użytku dopiero w 1930 r. W budynku dyrekcji wystawy zainstalowano telefon i urząd pocztowy. Na dworcu kolejowym działała komisja kwaterunkowa, która kierowała gości na tereny wystawowe, wskazywała hotele i kwatery prywatne. Z dworca na ulicę Kraszewskiego można było udać się dorożką lub pieszo. Ceny usług hotelowych, kwater prywatnych i taryfy fiakrów dyrekcja wystawy ustaliła wcześniej z właścicielami i władzami Jarosławia. Nad bezpieczeństwem wystawców czuwała specjalna policja wystawowa i straż ogniowa. Komitet organizacyjny nie brał odpowiedzialności za zniszczenie eksponatów. Wystawione przedmioty ubezpieczał od ognia tylko na życzenie właścicieli.

Wydatki bieżące pokrywał początkowo Gurgul z własnych funduszy. Nstępnie zaciągnięto pożyczkę wekslową i wydawano pieniądze z zadatków wnoszonych przez wystawców, którzy płacili tzw. placowe. Nie pobierano podatku od zawartych na wystawie transakcji handlowych. Komitet uzyskał zgodę na bezpłatny przewóz eksponatów na terenie Galicji i poprzez służby dyplomatyczne ulgi dla wystawców z zaboru rosyjskiego i pruskiego. Towary i okazy rolnicze z okolicznych gospodarstw wiejskich przewoziła wyłoniona w przetargu firma Jana Mindowicza. Na wystawę obowiązywały bilety wstępu, w cenie od 20 halerzy po 1 koronę. Młodzież szkolna miała wstęp bezpłatny. Pawilony wystawowe były otwarte od 8 rano do 20 wieczorem. Wycieczki po wystawie oprowadzał Kazimierz Missona, a jeden z urzędników, oddelegowany do pracy na wystawie, udzielał wszelkich informacji ogólnych.

Na otwarcie wystawy przybyły najwyższe władze krajowe: namiestnik Galicji dr Michał Bobrzyński (znany historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego) i marszałek Sejmu Krajowego Stanisław Badeni wywodzący się z pobliskiego Surochowa. Na dworcu kolejowym powitali ich Witold Czartoryski, Stanisław Gurgul i dr Władysław Grabowski - wiceburmistrz Jarosławia. Następnie w kościele oo. Reformatów odbyło się uroczyste nabożeństwo. Na wystawie dostojnych gości przywitał Jerzy Czartoryski. Kolejno przemówienia wygłosili Władysław Grabowski i Witold Czartoryski. Następnie odczytano telegramy gratulacyjne, otwarto wystawę i zwiedzano pawilony tematyczne. Po czym Witold Czartoryski podejmował gości śniadaniem w pawilonie restauracyjnym, zbudowanym niedługo po otwarciu parku miejskiego na Olszanówce (1902). Bobrzyński i Badeni stwierdzili, że „spodziewali się małej wystawki prowincjonalnej, a zobaczyli wystawę zakrojoną na wielkie rozmiary".

Wydatki i dochody wystawy zbilansowały się kwotą 71.280 koron, z niewielką nadwyżką. Wystawcy otrzymali wiele nagród: medale złote, srebrne, brązowe od rządu i komitetu wystawowego. Były dyplomy honorowe, listy pochwalne i dyplomy uznania. Na medalach komitetu wystawowego widniał herb Jarosławia i motywy z plakatu wystawowego, medale rządowe zawierały wizerunek cesarza Franciszka Józefa i personifikację przemysłu i rolnictwa. Nagrodzone firmy i osoby umieszczały podobizny medali na swoich drukach reklamowych.

Na wystawę przygotowano „Przewodnik po wystawie" wraz z planem, a także plan Jarosławia i mapę powiatu jarosławskiego i Galicji - narysowaną przez Kornmana oraz historię Jarosławia zatytułowaną „Pamiątka z Jarosławia". W trakcie trwania wystawy wydano 8 numerów Gazety Wystawowej, w której opisywano najważniejsze wydarzenia, drukowano komunikaty i reklamy, wydana została także seria pocztówek. Po wystawie wydano w dwóch wersjach „Pamiętnik Wystawy Przemysłowej i Rolniczej".

W trakcie wystawy pobrzmiewała znana do dziś nuta o własnych znakomitych towarach i miejscowej wytwórczości, którą należy chronić przed ekspansją obcych, kupując tylko rodzime towary. Redaktor Gazety Wystawowej w celu uświadomienia krajowych osiągnięć opracował wręcz jadłospis, sposób ubierania i urządzania mieszkań tylko produktami krajowymi, prezentowanymi na jarosławskiej wystawie.

Na śniadanie polecał kawę Wolnego ze Stanisławowa, a nie obce często trujące i fałszywe, do niej cukier z Przeworska i piernik z Wadowic albo ciastka od Gurgula. Na drugie śniadanie pasztety Chrabąszcza z Krakowa i wyborne konserwy Wojciechowskiego z Jarosławia, miód Zalańskiego z Sambora, musztardy i ocet z fabryki Lebensteina z Krakowa. Do tego pyszne piwo okocimskie, krasiczyńskie lub tanie, dobre z Koniaczowa. Wino z firmy Cieślińskiego z Przemyśla.

Odnośnie odzieży kwestionował stereotyp o wyższej jakości płótna i sukna z Niemiec i Czech. Zachwalał sukna wytwarzane w Łańcucie i płótna z fabryki w Korczynie. Gotowe wyroby: peleryny, bundy i serdaki wystawił Sznajdrowicz z Krakowa, pięknie wykończone stroje męskie oferował Pacak z Jarosławia, a damskie Schreck z Tarnowa. Futra można było zakupić od Sznajdrowicza z Krakowa i Wrońskiego ze Lwowa. Skarpetki należało nabyć u Landaua z Jarosławia, buty od Koby lub Gąsiewicza z Jarosławia, krawaty z Brzeżan, gorsety od Schmeidlera z Krakowa i z salonu modniarskiego Aurelii Schafferównej z Jarosławia. Perfumy i inne wyroby drogeryjne kupimy u Ihnatowicza ze Lwowa, wodę kolońską, niedawno odznaczoną medalem, u naszego jarosławskiego Brillanta, a perfumy i pasty z drogerii Turzańskiego z Kołomyji.

Mieszkania też można urządzić przy pomocy polskich wyrobów. Meble do salonu (pluszowy garnitur) mogą pochodzić z fabryki Glanza w Przemyślu, a do sypialni od Skrzypka z Jarosławia albo w stylu zakopiańskim od Eisenbacha ze Lwowa. Ten kto lubi wyroby koszykarskie może je kupić u Marka w Jarosławiu, w Towarzystwie Koszykarskim w Wiązownicy lub w szkołach koszykarskich w Leżajsku, Albigowej i Dynowie. Do tego należy dodać ręcznej roboty kilimy huculskie, łańcuckie lub o połowę tańsze fabryczne wilamowickie.

Historia zatoczyła koło. Na początku XXI wieku rozważamy jeszcze ciągle ten sam problem; czy otworzyć się całkowicie na świat, czy on nam zagraża?

Pawilony uległy zniszczeniu w czasie I i II wojny światowej.

Zofia Kostka-Bieńkowska
Numery archiwalne
Październik 2020
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31