Strona główna » Nasze wydawnictwa » sierpień-wrzesień, nr 8-9 (116-117) / 2002 » Z historii miasta
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Nasze wydawnictwa

sierpień-wrzesień, nr 8-9 (116-117) / 2002

Okres zaborczy w Jarosławiu (2)

Ustanowienie komory celnej, związane z tym wysokie opłaty oraz odcięcie miasta od dróg handlowych umożliwiających dotąd swobodny handel z resztą kraju, spowodowały odpływ bardziej aktywnych mieszczan. Administracyjne włączenie Jarosławia w granice starostwa przemyskiego, krępowało również działania uzależnionych od starosty władz miejskich. W rzeczywistości, poza sprawami porządkowymi, nie posiadały one odtąd praktycznie żadnych uprawnień. W tej sytuacji upadek gospodarczy miasta był przesądzony. Tętniący dotąd życiem Jarosław, stawał się powoli niemrawą prowincjonalną mieściną. Spis przeprowadzony w 40 lat po zajęciu miasta przez Austriaków, wykazał zmniejszenie się jego ludności o dwa tysiące, czyli niemal o 20 %!

W miejsce ówczesnej inteligencji, kupców i rzemieślników polskich, z Austro-Węgier zaczęli przybywać Austriacy, Niemcy i Czesi, zajmując głównie stanowiska urzędnicze oraz Żydzi opanowujący z czasem niemal cały miejscowy handel i rzemiosło. Po wprowadzeniu jako urzędowego języka niemieckiego, język polski stał się mową głównie miejscowej biedoty. Po likwidacji szkół, w pojezuickim Kolegium utworzono wprawdzie tak zwaną Szkołę Główną, jednak z językiem wykładowym również niemieckim. Najbliższą placówką gdzie można było pobierać jeszcze nauki w języku ojczystym, było kolegium pijarskie w Rzeszowie. Mimo tak drastycznych utrudnień i ograniczeń, rdzenna ludność jarosławska zachowała patriotyzm przejawiający się w tęsknocie za wolną Ojczyzną. Toteż z wielką radością powitali jarosławianie wojska polsko - francuskie, które pod wodzą Księcia Józefa Poniatowskiego w pochodzie z Sandomierza do Lwowa, na krótko zabawiły w naszym mieście. Urodzony w pobliskim Surochowie znakomity komediopisarz Aleksander Fredro, w pamiętnikach "Trzy po trzy" tak oto wspomina te wydarzenia: "Nadszedł rok 1809 - mówiono wprawdzie o wojnie gdzieś za dwoma morzami, niemałe było nasze zdziwienie kiedyśmy spotkali pomiędzy Przemyślem a Mościcami mnóstwo fur z wielkim pośpiechem jadących. Skąd? Z Jarosławia. Była to wiosna 1809 roku, wiosna mego życia, wiosna odradzającej się Ojczyzny. Jechałem po trzaskach dwułbistych orłów. W Jarosławiu nawet ujrzałem już nad odwachem naprędce wymalowanego orła białego. Mógł być wprawdzie za gęś wziętym, ale któż na to zważa. Sercem - a nie oczyma patrzyłem na ten obraz droższy, milszy mi, niż wszystkie dzieła Rafaela". Niestety, niosące nadzieję wolności wojny Habsburgów z napoleońską Francją, w rzeczywistości ówczesnym mieszkańcom Królestwa Galicji i Lodomerii, a tym samym również jarosławianom, przyniosły ciężar podwyższonych podatków, przymusowych dostaw żywności i poboru rekrutów dla potrzeb zaborczej armii. Tylko począwszy od 1795 do 1809 r. tu właśnie dla co najmniej 40 austriackich pułków piechoty, ściągnięto około 100 tys. ludzi. Zważywszy, że bardzo często musieli oni walczyć ze swoimi ziomkami wcielonymi do innych armii zaborczych, łatwo sobie wyobrazić ogrom tragedii i krzywd jakie przeżywali ówcześni rodacy. Żywe ślady tych wydarzeń odzwierciedlone zostały między innymi we fragmencie napisu epitafijnego na jednym z grobowców jarosławskiego Starego Cmentarza "...poległ... w dziewiętnastym roku życia, walczył w obcych szeregach o wolnej marząc Ojczyźnie".

W siedemdziesiąt lat po pierwszym rozbiorze, Galicja była najuboższą z dawnych dzielnic polskich, a zarazem najbardziej upośledzoną w zaborze austriackim. Znalazło to odbicie w funkcjonującym do dzisiaj powiedzeniu "galicyjska nędza". Główną przyczyną tego stanu była niemalże grabieżcza polityka podatkowa zbiurokratyzowanych do granic absurdu władz zaborczych, przy równoczesnym prawie zupełnym braku inwestowania gospodarczego na zajętym terenie. Kilkanaście fabryczek i skromnych cukrowni, prymitywna eksploatacja rud żelaza oraz stare wielickie żupy solne, stanowiły cały ówczesny przemysł Galicji.

Mimo bardzo ciężkich warunków bytowych, przeplatane zrywami powstańczymi marzenia o wolnej Ojczyźnie, wśród wielu Polaków ciągle były żywe. Jednym z pierwszych działań niepodległościowych, było zupełnie nieudane, wywołane w 1846 r. tak zwane Powstanie Krakowskie, zakończone krwawą rabacją chłopską pod przywództwem Jakuba Szeli. Chociaż wbrew ówczesnym oczekiwaniom, rabacja na szczęście nie dotarła do Jarosławia, myślę, że warto poświęcić jej nieco uwagi ze względu na postać spoczywającego na jarosławskim Starym Cmentarzu bohatera narodowego, płk. Leona Czechowskiego.

W tym czasie znaczną część Europy ogarniało (zakończone ostatecznie Wiosną Ludów) wrzenie rewolucyjne, które dotarło również na tereny Polski rozbiorowej. Wraz z powołaniem w styczniu 1846 roku w Krakowie Rządu Narodowego, rozpoczęły się przygotowania do wybuchu powstania, którego głównym celem na terenie rządzonego przez Starostę Józefa Breinla cyrkułu rzeszowskiego i tarnowskiego, było zdobycie liczącego 560 żołnierzy i 600 dragonów, garnizonu tarnowskiego. Spodziewający się wybuchu powstania Starosta, postanowił zapobiec biegowi wydarzeń poprzez wywołanie zamieszek wewnętrznych. Nawiedzające od kilkunastu lat Zachodnią Galicję nieurodzaje, powodzie, gradobicia oraz pomór bydła spowodowały, że sytuacja w przeludnionych wsiach w tym czasie było bardzo trudna. Głód i bieda, obowiązek świadczeń na rzecz dworu oraz utrzymujące się przestarzałe prawa, zezwalające na karę chłosty, wyzwalały coraz większe niezadowolenie wśród ówczesnego chłopstwa. Wykorzystując te nastroje, starosta Breinl rozgłosił przez swoich urzędników, że "cesarz rozkazał, by chłopi w 24 godzinach bili tego, co w czarnem". Burmistrz Pilzna sprecyzował zaś, że "rząd najjaśniejszego cesarza rozkazał wymordować panów, aby nie dręczyli pańszczyzną i biciem" oraz, że "chłopi powinni pomóc cesarzowi przez unieszkodliwienie powstańców, którzy rżną ludzi piłami, a kobietom obcinają piersi". Wyznaczono przy tym nagrody, 5 zł za dostarczenie żywego i 10 zł za martwego powstańca. W tej sytuacji dowódca obszaru wojskowego Tarnów, posiadający wówczas rangę majora Leon Czechowski, postanowił przyspieszyć rozpoczęcie działań zbrojnych, wyznaczając koncentrację powstańców w Lisiej Górze koło Tarnowa. Zostali oni jednak w nocy z 18 na 19 lutego otoczeni przez uzbrojonych w widły, cepy, siekiery i kłonice chłopów. Nie chcąc rozlewu bratniej krwi, powstańcy bez oporu pozwolili się doprowadzić do więzienia w Tarnowie. Taki sam los spotkał inne grupy zmierzające na punkt zborny. W tej sytuacji Leon Czechowski zdołał zebrać jedynie około 150 osoboą gupę, co uniemożliwiło wykonanie zadania opanowania Tarnowa. Rozesłani do domów powstańcy padli w większości ofiarą rozjuszonych alkoholem i bezkarnością chłopów. Mordy dokonane na powstańcach zainicjowały następne, wymykające się spod kontroli austriackich mocodawców. Przelewająca się przez znaczny teren zaboru austriackiego fala okrucieństwa przyniosła wstrząsające zbrodnie, opisy których dzisiaj jeszcze wywołują odruchy przerażenia. Dość wspomnieć, że w wyniku wymyślnych tortur i zbrodni, śmierć poniosło ponad 1.100 osób, głównie właściciele wsi, dzierżawcy, służba dworska, księża i nauczyciele. (cdn.)

Zbigniew Zięba
Numery archiwalne
Listopad 2019
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30