Strona główna » Nasze wydawnictwa » listopad, nr 10 (107) / 2001 » Różne
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Nasze wydawnictwa

listopad, nr 10 (107) / 2001

Strona 9
Ciekawostki z życia cechowego w dawnym Jarosławiu (1)

 

"Zawodowa organizacja rzemieślników jednej lub kilku pokrewnych specjalności" - tak pokrótce brzmi encyklopedyczna definicja cechu. Oprócz obrony podstawowych interesów członków, współczesne cechy zajmują się między innymi sprawami związanymi z podnoszeniem kwalifikacji zawodowych, popieraniem rozwoju rzemiosła oraz szkoleniem uczniów.

Na podstawie zachowanych archiwaliów można stwierdzić, że w ogólnym zarysie podobne idee przeświecały związkom cechowym również w dawnych czasach. Niezwykle ciekawe są jednak przepisy szczegółowe i obyczaje towarzyszące dawnemu życiu cechowemu. Działająca na obowiązujących wówczas w całej Europie statutach, organizacja cechowa w Polsce bez większych zmian przetrwała od XIII aż do początku XIX w.

Najstarsze zachowane do czasów współczesnych dokumenty związane z życiem cechowym w dawnym Jarosławiu pochodzą z XVII w. Autor pierwszej monografii o Jarosławiu ks. Franciszek Siarczyński podaje, że w naszym mieście działało już wówczas ponad 20 cechów, zrzeszających między innymi: 26 krawców "pracujących w jedwabiu i prosto", 18 szewców wyrabiających "safianowe, czymżowe, kurdybanowe i proste" obuwie, 11 piekarzy, 26 kuśnierzy "tych co szyją i tych co futrami kupczą", 13 tkaczy "tych co po jarmarkach jeżdżą i tych co w domu pozostają" (zaliczano do nich również wykonujących sieci na ryby), jednego zegarmistrza, a ponadto skrzypków, cymbalistów i dudziarzy oraz najliczniej reprezentowaną grupę rzemieślniczą jaką byli piwowarzy, w liczbie 68!

Szczegółowe zasady życia cechowego poznać możemy między innymi dzięki zapisom zawartym w zachowanym do naszych czasów, pochodzącym z 1660 r. wilkierzu "Według obyczaju Towarzyszów tak Stelmachowskiego jak i Kowalskiego rzemiosła" oraz "Ustawy dla jarosławskiego cechu garncarskiego" z 1615 r.

Opanowywanie kanonów sztuki rzemieślniczej trwało bardzo długo, a o przyjęcie na ucznia starać się można było dość wcześnie, bo już po ukończeniu 9 roku życia. Jako że cech miał być "tak czysty jakby złożony z gołębi", kandydat musiał wykazać się nie tylko dobrym zdrowiem, lecz także "uczciwym pochodzeniem i moralnym zachowaniem". Po 3 lub 4 latach terminowania u mistrza, uczeń mógł się starać o "wyzwolenie", po czym już jako czeladnik obowiązany był do wędrówki po innych miastach, a nawet krajach, dla zapoznania się z różnymi metodami pracy w swoim zawodzie. Ustawa dla jarosławskiego cechu garncarskiego przewidywała, że kandydat do nauki tego rzemiosła winien był wpłacić 6 groszy wstępnego, 2 grosze wpisowego oraz złożyć daninę w naturze, w postaci funta wosku i konwi piwa. Umowa zawarta na co najmniej 3 lata, zobowiązywała w zamian mistrza do wyposażenia ucznia na "wyzwolenie" w "trzy werdunki" (1 grzywna = 4 werdunki = 48 groszy � przyp. aut.), do tego "koszul dwie konopnych, trzecia zgrzebna, czapkę i trzewiki". Nie zawsze miłe ceremonie zwane "ociosywaniem beana", którym poddawany był wyzwalany uczeń, kończyły się pasowaniem na "towarzysza" i przydzieleniem przezwiska zwanego "przymiankiem". Było ono zwykle bardzo złośliwe, a nadawała je "mistrzowa", po kilku latach opieki nad uczniem znająca najlepiej jego przywary. Brzmiące do dzisiaj swojsko "przymianki" jak np. Bosy, Gałgan, Kręciproch, Twardochleb, Jucha, Bochen, Cholewa, w późniejszym czasie przyjmowane były często jako własne nazwiska rodowe. Towarzysza odchodzącego na wędrówkę żegnano wspólną, suto zakrapianą piwem, niemniej mającą poważny charakter uroczystością cechową, zwaną "szynkiem". Obowiązek ruszania w świat przez "wyzwolonych" dla nabrania ogłady, wiadomości i sprawności rzemieślniczej regulowały stosowne przepisy cechowe. Przyszedłszy do jakiegoś miasta, nowo upieczony rzemieślnik obowiązany był natychmiast udać się do gospody cechowej, gdzie po pozdrowieniu gospodarza i jego żony (zwanych Ojcem i Matką) prosił o wezwanie starszego cechu, który po wymianie grzeczności informował przybyłego, u których mistrzów mógłby pracować. Wieczorem zaś, po dopełnieniu wszystkich nakazanych przepisami cechowymi formalności, odbywał się dwugodzinny "szynk", w czasie którego czeladnik przekazywał wiadomości o ważniejszych wydarzeniach, których był świadkiem lub je zasłyszał podczas swojej wędrówki. Precyzyjne przepisy określały minimalny czas pracy u jednego mistrza: "macie robić do rachunku, to jest do dwóch niedziel, a po rachunku wolno się odprawić, wolno zostać".

 

cd. na str. 10
Zbigniew Zięba
Numery archiwalne
Grudzień 2019
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31