Strona główna » Nasze wydawnictwa » listopad, nr 10 (107) / 2001 » Różne
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Nasze wydawnictwa

listopad, nr 10 (107) / 2001

Strona 10
Ciekawostki z życia cechowego w dawnym Jarosławiu (1)

 

ccd. ze str. 9

 

Zastrzeżono przy tym, że mistrza i jego warsztatu nie wolno było opuścić na cztery tygodnie przed jarmarkiem lub ważnym świętem, to jest w czasie największego nasilenia pracy. Baczną uwagę przywiązywano do spraw wychowawczych "Item towarzysze abyście wiedzieli, abyście w warsztacie nie gadali i nie złorzeczyli, przy rachunku swego się upominali. Abyście słów nieuczciwych nie mówili, pieśni szpetnych nie śpiewali, czartowskich słów nie wspominali". Dzienny czas pracy w warsztacie był bardzo długi, gdyż z półgodzinnymi przerwami na śniadanie i kolację oraz godzinną na obiad, wynosił 15 do 16 godzin. Rekompensatą była duża ilość dni wolnych od pracy. W ówczesnym kalendarzu oprócz 52 niedziel figurowało 75 świąt! Obowiązkiem mistrza było zapewnienie uczniom i czeladnikom noclegów, prania i wiktu, czym zajmowała się majstrowa. Wychodząc ze słusznego założenia, że tylko człowiek dobrze odżywiony pracuje wydajnie, podopiecznych karmiono dość często i obficie. "Towarzysze abyście wiedzieli o obyczajach towarzyskich. Naprzód macie śniadanie, potem obiady, wieczerza. Po śniadaniu według obyczaju do obiadu też także, do wieczerzy także".


Można z tego wnioskować, że pomiędzy głównymi posiłkami wydawano dodatkowe porcje żywności. Nie pominięto także bardzo ważnych spraw dotyczących higieny osobistej i stosownego zachowania. "Pościel na każdą noc usłana. Co cztery niedziele uprana. Koszula na każdą niedzielę biała. Item towarzysze, abyście się wielkim potem nie pocili, turów z wielkimi włosami do pościeli nie wodzili. Śledzi pod łóżko nie kładli i na drugą tarcicę od łóżka boso nie stępowali. Bez czapki bez drogę nie chodzili". Majster ponadto miał obowiązek dawać swoim podopiecznym tzw. "łaziebne" czyli pewną kwotę na cotygodniową kąpiel w łaźni miejskiej. Dodatkowe wyposażenie np. w ubranie lub obuwie należało odpracować: "A gdy podarek który od mistrza weźmie, tedy powinien przez dwanaście niedziel robiąc u niego podarek nadgrodzić". Aby podkreślić zasadę sprawiedliwości obowiązującej w cechach dokonano zapisu: "Towarzysze, mistrzowskiego nie pragnijcie, swego nie zapuszczajcie".(cdn.)

 

Z opracowania mgr Janiny Olszewskiej
"Cechy w dawnym Jarosławiu"
wybrał i przygotował
Zbigniew ZIĘBA


Głębokie duchowe przeżycia były udziałem uczestników liturgii w obrządku wschodnim i koncertów, jakie odbyły się 20 października 2001 r. w cerkwi konkatedralnej pw. Przemienienia Pańskiego w Jarosławiu. Homilię wygłosił Ks. Proboszcz Gracjan Stoica. "Najważniejszy dzień w moim życiu to dzień Chrztu Św, bo wtedy stałem się dzieckiem Bożym. Jesteśmy artystami wiary, musimy więc nieustannie tworzyć. Miłość jest lekarstwem na wszystkie problemy. Otwórzmy się na Miłość, bo ona czyni cuda" - zachęcał do uświadomienia sobie tej wielkiej roli, jaka spoczywa na każdym wierzącym.

Niezwykły koncert "Pieśni Karpat" a capella Julii Doszny, śpiewaczki z Łemkowszczyzny przeplatany śpiewem oraz grą na flecie i bandurach w wykonaniu uczniów z Zespołu Szkół Ogólnokształcących Nr 2 w Przemyślu im. Markijana Szaszkiewicza wprowadził w nastrój refleksji. Zespołem ze szkoły ukraińskiej dyrygował i grał na flecie Nestor Soroka. "Urodziłam się, gdy śnieg leżał jeszcze na stokach, lecz pączki miały rozwinąć się lada dzień. Mowa, którą w sobie noszę jest mową mojej ziemi, jej wiary, tęsknoty, radości. Kiedy jest mi smutno, idę posłuchać, co mówią drzewa. One mnie nigdy nie zawiodły. Gdy czuję, że żyję - śpiewam. Bo śpiew jest we wszystkim co żyje: w kwiatach i ptakach, w cieple słońca i chłodzie kropel deszczu, w potoku stromo spadającym i nawet w ciszy przydrożnego kamienia ukryte jest tajemne jego brzmienie" - taki jest życiorys Julii Doszny. Jej śpiew jest osobistą modlitwą stworzenia do Stwórcy.

W drugiej części imprezy wystąpił Krzysztof Kabat, który zainicjował wspólną modlitwę przekonując, że "ziarno musi umrzeć, aby żyć". Skromny, 47-letni artysta urodzony w Chodzieży jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Obecnie pełni funkcję Prezesa Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i jest nauczycielem sztuki w gimnazjum w Nowym Targu. W ubiegłym roku otrzymał medal Komisji Edukacji Narodowej. Ikony, obrazy olejne, płaskorzeźby prezentował na 35 wystawach indywidalnych i 37 zbiorowych. Jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych m.in.. w Finlandii, Niemczech, USA, Kanadzie. "To nie jest występ lecz spotkanie modlitewne" zapowiedział już na wstępie artysta. "Bez pomocy Ducha Świetego ani ja wam nie mogę niczego przekazać, ani wy nie możecie niczego przyjąć" - zachęcał do wspólnego dobijania się do bram Nieba. Droga człowieka prowadzi przez różne doświadczenia, ale jednego możemy być pewni, że Bóg nas nigdy nie opuści.

Całemu spotkaniu w cerkwi patronowało motto: "Dzieją się wielkie rzeczy, gdy się spotka człowiek z górami".

Organizatorami spotkań byli: parafia grecko katolicka, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie Oddział "Bieszczadnik", Koło Przewodników Turystycznych.

Zofia Krzanowska

 

Numery archiwalne
Listopad 2019
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30