Strona główna » Na bieżąco » Aktualności / wydarzenia » Archiwum » 2002 » Lipiec
Bądź na bieżąco z informacjami z Jarosławia, zostaw nam swój e-mail:

Aktualności / wydarzenia

JAROSŁAW: PIEŚŃ NASZYCH KORZENI cz. 1

Jakość muzyczna tego, co dzieje się w Jarosławiu, nie wynika tylko ze zgromadzenia długiej listy najlepszych europejskich zespołów muzyki dawnej. Dzięki specyficznej atmosferze, dzięki przez lata dojrzewającej publiczności, dzięki precyzyjnie zamówionym przez Festiwal programom (tylko tu i teraz, taki konkretnie repertuar), wielu muzyków gra tutaj "koncerty swego życia".

Niektórzy mówią, że w XVII stuleciu Jarosław był tym dla Europy Wschodniej, czym Frankfurt nad Menem dla Zachodniej. Co roku podczas czterech jarmarków trzytysięczne miasto gościło 30 tysięcy kupców. O dawnej świetności świadczy zachowana architektura barokowych kościołów, czynnych do dziś klasztorów, kamienic (w architekturze istnieje nawet specjalny typ "kamienicy jarosławskiej") i murów obronnych. Teraz Jarosław znów na handlowe szlaki powraca. Za dwa lata będzie granicznym miastem Unii Europejskiej, położonym przy autostradzie z Berlina do Kijowa. Oznacza to nadzieje na bogactwo, ale również i zagrożenia wszystkimi patologiami strefy nadgranicznej. Ojcowie miasta zdają sobie z tego sprawę i nie czekają z założonymi rękami na nowe, niekoniecznie sprzyjające wszechstronnemu rozwojowi człowieka warunki społeczne. Dlatego wspierają inicjatywy inwestujące w duchową przyszłość regionu.

Muzyczna debata

Między 18 a 25 sierpnia, już po raz dziesiąty, odbędzie się tutaj Festiwal "Pieśń Naszych Korzeni". Kiedy przed dziesięcioma laty wspólnie z Antonim Pilchem wymyśliliśmy tę nazwę, sądziliśmy, że jest to pomysł chwilowy. Od początku zresztą temat budził kontrowersje. Czy korzenie mogą śpiewać? - pytali jedni. To jakiś festiwal "niszowy" - krytykowali inni. "Song of Our Roots" źle brzmi po angielsku - protestowali tłumacze. W końcu nawet Anglicy skapitulowali i potraktowali to jako jeszcze jeden idiom, a my w Jarosławiu prowadzimy praktyczną muzyczną debatę o korzeniach - już od dziesięciu lat i końca nie widać. Pytamy długo i starannie wybieranych po świecie muzyków-specjalistów od muzyki dawnej: Po co ją gracie? Dlaczego zdecydowaliście się żyć tradycją? Czy żyliście nią od zawsze? Bez jakiej muzyki nie bylibyście tym, kim jesteście? A oni cierpliwie spędzają tu nawet i cały tydzień. A tydzień, to już nie jednodniowa mobilizacja pokazywania się z najlepszej strony. To już zaczyna być "jak w życiu". Benjamin Bagby, szef kolońskiego zespołu Sequentia powiedział kiedyś: "Artysta, który tu przyjeżdża tylko karmić publiczność swoją sztuką, a nie jest w stanie niczego się tu nauczyć, traci czas". W ciągu 10 lat czasu tu nie stracili m.in.: brytyjskie zespoły Fretwork Richarda Boothby i Gothic Voices Christophera Page, niemieckie ,,Sequentia" i ,,Musicalische Compagney" Holgera Eichorna, belgijska orkiestra barokowa ,,La Petite Bande" Sigiswalda Kuijkena, francuskie ,,Ensemble Gilles Binchois" Dominika Vellard i ,,Ensemble Organum" Marcela Peresa, włoskie ,,Micrologus", ,,Mala Punica" i ,,La Reverdie", rosyjski ,,Sirin" Andrieja Kotova, estoński ,,Linnamuusikud" Taivo Niitvaegi, Grecki Chór Bizantyjski Likurgosa Angelopulosa, także wiele europejskich zespołów należących do nurtu żywej, nigdy nie przerwanej ludowej tradycji muzycznej oraz większość najlepszych polskich zespołów muzyki dawnej.

Wszystko to są artyści, których znamy z okładek płyt, z radiowej anteny, o wiele rzadziej z koncertów. A kto chce zobaczyć ich z bliska, nie tylko w świetle koncertowych jupiterów, niech przyjedzie do Jarosławia (ze straszeniem jupiterami zresztą przesadziłem, jako że od lat do oświetlenia pięknych jarosławskich wnętrz podczas koncertów nie używamy prawie elektryczności, lecz żywego ognia: świec i pochodni).

Od początku Festiwalu II Program Polskiego Radia wiernie nagrywa większość koncertów. Bo jakość muzyczna tego, co dzieje się w Jarosławiu, nie wynika tylko z obecności najlepszych specjalistów od muzyki dawnej. Po kilkudniowym pobycie muzycy nie rozpoczynają koncertu przed nieznaną sobie publicznością, którą muszą zaskoczyć i ujarzmić swą maestrią, tylko dzielą się swoją sztuką z grupą przyjaciół. A to, że jest ich aż 500 czy 1000, dzięki doskonałej akustyce i atmosferze świątyń nie ma znaczenia. Dziesięcioletnie doświadczenie uczy, że warto te ulotne wydarzenia rejestrować. Podpowiem tylko jeden tegoroczny przykład: 23 sierpnia, w oktawę prawosławnego Święta Zaśnięcia Najświętszej Panny Marii, odbędzie się koncert poświęcony pamięci legendarnego starca, kantora ze Świętej Góry Atos, ojca Dionisiosa Firfirisa. Wykonawcą będzie Likurgos Angelopulos - protopsaltis (pierwszy kantor) patriarchatów Konstantynopola i Jerozolimy oraz katedry św. Ireny w Atenach, najbardziej poważany kantor świata prawosławnego. Towarzyszyć mu będzie mnich z Góry Atos, ojciec Spiridon, aktualny następca o. Dionisiosa. Niecodzienne okoliczności przyjazdu obydwu śpiewaków (mnisi z Góry Atos z zasady przecież nie podróżują, a tym bardziej nie koncertują) spowodowały, że koncert będzie transmitowany za pomocą satelity do... Aten. Tam bowiem takiego wydarzenia zobaczyć nie można.

Marcin Bornus-Szczyciński
(19.07.2002 | aktualizacja 29.11.2007 11:01)
Archiwum
Maj 2021
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31